Witam serdecznie wszystkich sympatyków kolarstwa odwiedzających moją stronę. Chciałbym zapoznać Was na niej z moją osobą a także przedstawić się nieco bliżej wszystkim kibicom. Jeżdżę w zawodowej grupie kolarskiej ISD-Neri. O początkach mojej przygody z rowerem a także dalszym przebiegu kariery przeczytacie w dziale ' O mnie'. Mam nadzieje, ze zgromadzone tu informacje pomogą Wam poznać bliżej kolarstwo a może nawet zachęcą do częstszych wycieczek rowerowych. W dziale 'Galeria' postaram się zgromadzić jak najwięcej zdjęć, więc zapraszam od jej przeglądania. Zostawcie po sobie ślad w ‘Księdze gości’ oraz śmiało komentujcie poszczególne newsy. Postaram się, żeby moja strona była jak najbardziej interesująca. Mam nadzieje, ze będziecie ja często odwiedzać. Serdecznie zapraszam - 'huzar'
Nowe fotki w galerii
Mój kolejny wyścig
Ostatnie komentarze
2010-09-05: Giro della Romagna; ITA; kat 1.1
'huzar' o: Trofeo Melinda Jeśli chodzi Ci o aktualnego partnera ze strony włoskiej to nie. Zarówno Włoski partner jak i Ukraiński będą kont...
2010-09-18: G.P. Città di Modena; ITA; kat 1.1
Michal o: Trofeo Melinda A gdy grupy się połaczą to grupa ISD przestanie istniec? Bo tak nigdzie tego nie doczytalem czy grupa bedzie dalej fu...
2010-09-19: GP Industria & Commercio di Prato; ITA; kat 1.1
'huzar' o: Trofeo Melinda szansa jest zawsze tyle, że w tym przypadku marna....
Aktualności
Trofeo Melinda(22.08.2010)
Po zakończeniu Trittico, przeprowadzce do nowego hotelu i dniu przerwy mój następny start Trofeo Melinda. Wyścig przebiegał w pięknym regionie słynącym z produkcji jabłek. Malownicza, ciężka i górska trasa oraz wysokie tempo wyścigu i upał spowodowały że do mety dojechała niecała pięćdziesiątka zawodników. Mieliśmy swojego człowieka w ucieczce więc mogliśmy jechać spokojnie, choć i tak trzeba było się trzymać z przodu szczególnie na ostatnich rundach bo trasa bardzo kręta i górska na której peleton topniał bardzo szybko. W finałowej rozgrywce zostało nas trzech, Visconti, Sinkewitz oraz ja. Patrik odjechał na około 12 km przed metą a ja pozostałem jako ostatni pomocnik Visco i w razie sytuacji niebezpiecznej miałem mu pomagać. Ostatecznie Patrik został dogoniony na około 300 metrów przed metą, Visco zafiniszował 3 a ja zakończyłem zmagania na 17 miejscu.
Teraz trochę odpoczynku i sporo długich treningów już pod MŚ... [rozwiń]
Po zakończeniu Trittico, przeprowadzce do nowego hotelu i dniu przerwy mój następny start Trofeo Melinda. Wyścig przebiegał w pięknym regionie słynącym z produkcji jabłek. Malownicza, ciężka i górska trasa oraz wysokie tempo wyścigu i upał spowodowały że do mety dojechała niecała pięćdziesiątka zawodników. Mieliśmy swojego człowieka w ucieczce więc mogliśmy jechać spokojnie, choć i tak trzeba było się trzymać z przodu szczególnie na ostatnich rundach bo trasa bardzo kręta i górska na której peleton topniał bardzo szybko. W finałowej rozgrywce zostało nas trzech, Visconti, Sinkewitz oraz ja. Patrik odjechał na około 12 km przed metą a ja pozostałem jako ostatni pomocnik Visco i w razie sytuacji niebezpiecznej miałem mu pomagać. Ostatecznie Patrik został dogoniony na około 300 metrów przed metą, Visco zafiniszował 3 a ja zakończyłem zmagania na 17 miejscu.
Teraz trochę odpoczynku i sporo długich treningów już pod MŚ na które dostałem oficjalne powołanie.
Jeśli chodzi Ci o aktualnego partnera ze strony włoskiej to nie. Zarówno Włoski partner jak i Ukraiński będą kontynuować swoją działalność w kolarstwie.
polecam dokładna lekturę portalu: http://forums.rowery.org/portal.php
tu się można wszystkiego dowiedzieć na ten i inne tematy. napisano 24.08.2010, przez 'huzar'
A gdy grupy się połaczą to grupa ISD przestanie istniec? Bo tak nigdzie tego nie doczytalem czy grupa bedzie dalej funkcjonowac, czy tylko zmieni sie sponsor? napisano 24.08.2010, przez Michal
szansa jest zawsze tyle, że w tym przypadku marna. napisano 24.08.2010, przez 'huzar'
Panie Bartku jest szansa, że zobaczymy Pana w przyszłym roku w składzie Lampre-ISD??? napisano 24.08.2010, przez Michał
Bardzo ciężkie trzy dni, trzy klasyki zwane potocznie Trittico Lombardo. Faktycznie nie da się tego przejechać jednym składem, ale nasz dyrektor nie zna najwyraźniej słowa litość i poddał nas tej jakże ciężkiej próbie. Skutek jest taki, że rozbolało mnie kolano, kręgosłup ledwo dawał radę a wynik nie powala a wręcz lekko dołuje 2:1 bo tylko ostatni wyścig ukończyłem.
Niejednokrotnie pisałem, że często bierzemy na siebie ciężar wyścigu, tym razem nie było inaczej. Skutkiem tego tak się wycięliśmy pierwszego dnia, że drugiego wszyscy zeszli z trasy, wcześniej lub później ale jednak. Ogólnie wyścig był bardzo ciężki bo ukończyło raptem 35 zawodników (Coppa Agostoni). Podczas Tre Valli natomiast, było nieźle do czasu wielkiej kraksy w peletonie, po której to zostałem sam z Viscontim i przez trzy rundy musiałem wziąć wszystko na klatkę, skutkiem czego gdy odbiłem na dwie rundy do końca nawet nie myślałem o przejechan... [rozwiń]
Bardzo ciężkie trzy dni, trzy klasyki zwane potocznie Trittico Lombardo. Faktycznie nie da się tego przejechać jednym składem, ale nasz dyrektor nie zna najwyraźniej słowa litość i poddał nas tej jakże ciężkiej próbie. Skutek jest taki, że rozbolało mnie kolano, kręgosłup ledwo dawał radę a wynik nie powala a wręcz lekko dołuje 2:1 bo tylko ostatni wyścig ukończyłem.
Niejednokrotnie pisałem, że często bierzemy na siebie ciężar wyścigu, tym razem nie było inaczej. Skutkiem tego tak się wycięliśmy pierwszego dnia, że drugiego wszyscy zeszli z trasy, wcześniej lub później ale jednak. Ogólnie wyścig był bardzo ciężki bo ukończyło raptem 35 zawodników (Coppa Agostoni). Podczas Tre Valli natomiast, było nieźle do czasu wielkiej kraksy w peletonie, po której to zostałem sam z Viscontim i przez trzy rundy musiałem wziąć wszystko na klatkę, skutkiem czego gdy odbiłem na dwie rundy do końca nawet nie myślałem o przejechaniu ostatnich 15 km tylko o jak najszybszym dotarciu do autobusu, chwili odpoczynku i zimnym prysznicu. Na Bernocchi (trzeci z klasyków) było już spokojniej choć też ciężko, peleton często rwał się i schodził, wszystko zmieniało się bardzo szybko. Ale dzisiaj noga jakby lepiej się kręciła więc nie było większych problemów z jazdą w czołówce.
Na plus z tych trzech dni można drużynie zapisać dwa miejsca w pierwszej dziesiątce i z pewnością podniesienie poziomu maksymalnego wysiłku o parę punktów ;) oj ciężka rola pomocnika/ów. [schowaj]
Hej, witam po dłużej przerwie. Ostatnio wraz z moją grupą brałem udział w trzech klasycznych wyścigach na terenie Włoch. Trofeo Matteotti, GP Carnago oraz GP Camaiore. Pierwszy i trzeci dość dla nas ważne natomiast Carnago potraktowaliśmy na luzie skupiając się bardziej na Camaiore. Dla mnie były to trzy wyścigi które jechałem po raz pierwszy, muszę przyznać, że są to bardzo ciekawe i ciężkie klasyki. Taktyka grupy tradycyjnie oparta na dwóch kolarzach, ciągle walczymy o Copa Italia gdyż zwycięzca tej klasyfikacji ma mieć zapewniony start w Giro 2011r. W klasyfikacji najlepszych drużyn świata nie ma nas w pierwszej 17 więc grupie bardzo zależy na wygraniu właśnie Copa Italia.
Na Matteotti - cały dzień w odjeździe, moja grupa została dogoniona na półtorej rundy do mety, kilka kilometrów dalej na sztywnym podjeździe rozegrały się losy wyścigu gdyż odjechała spora grupa która rozegrała między sobą finisz, ja przyjechał... [rozwiń]
Hej, witam po dłużej przerwie. Ostatnio wraz z moją grupą brałem udział w trzech klasycznych wyścigach na terenie Włoch. Trofeo Matteotti, GP Carnago oraz GP Camaiore. Pierwszy i trzeci dość dla nas ważne natomiast Carnago potraktowaliśmy na luzie skupiając się bardziej na Camaiore. Dla mnie były to trzy wyścigi które jechałem po raz pierwszy, muszę przyznać, że są to bardzo ciekawe i ciężkie klasyki. Taktyka grupy tradycyjnie oparta na dwóch kolarzach, ciągle walczymy o Copa Italia gdyż zwycięzca tej klasyfikacji ma mieć zapewniony start w Giro 2011r. W klasyfikacji najlepszych drużyn świata nie ma nas w pierwszej 17 więc grupie bardzo zależy na wygraniu właśnie Copa Italia.
Na Matteotti - cały dzień w odjeździe, moja grupa została dogoniona na półtorej rundy do mety, kilka kilometrów dalej na sztywnym podjeździe rozegrały się losy wyścigu gdyż odjechała spora grupa która rozegrała między sobą finisz, ja przyjechałem w następnej kilkanaście sekund później. 4 Gatto a 10 przyjechał Visconti.
Na starcie Carnago nie miałem kompletnie morala, choć trasa mi odpowiadała, padający deszcz i zimno oraz śliska droga skutecznie zniechęciła do ścigania sporą grupę kolarzy. Przejechałem 130 km i z pierwszej grupy odbiłem do autobusu po wcześniejszej konsultacji z dyrektorem i odrobieniu oczywiście swoich zadań. My nie możemy przejechać wyścigu w kołach i spokojnie, nie z Scinto w samochodzie technicznym ;).
Dwa dni później podczas Camaiore nastawienie było już zupełnie inne, wyścig blisko domu, wchodzący w skład pucharu Toskanii wiec bardzo dla nas ważny. Wyścig bardzo ciekawy, początek płaski z widowiskowymi rundami na Lido di Camaiore i finałowymi rundami już nieco wyżej z trzykilometrowym podjazdem. Nasza ekipa w większości wzięła na siebie ciężar wyścigu, który rozegrał się po części na skokach z których utworzyła się spora grupa w której było 6 naszych a brakowało kilku faworytów. Szybko zabraliśmy się ostro do pracy dyktując mocne tempo na płaskim, podjazd pod górę to już było moje zadanie. Regulowałem tempo według wskazówek Visco który zaatakował wraz z Ginannim na około 600 metrów przed szczytem. Ja wjechałem nawet wysoko ale przy przeskoku za kolejną czwórką która podążyła za Viscontim i Ginannim mógłbym niepotrzebnie zabrać kogoś z sobą. Tak więc już spokojnie jechałem w grupie do mety kończąc na 16 miejscu, Visconti na finiszu był drugi przegrywając minimalnie z Korenem.
Teraz czeka mnie kilka ciekawych startów, pojadę same klasyki we Włoszech i być może Tour of Britain, ale o tym pomyślę po najbliższych startach. Jeśli będę mocny podczas Trittico Lombardo, trzeba będzie odpocząć i skupić się na jak najlepszym przygotowaniu do MŚ na które dostałem powołanie. Jak na razie jestem w szerokim składzie ale jeśli będę się dobrze czuł oczywiście będę chciał pojechać, jedno co mnie zniechęca to strasznie długi przelot. Trasa wbrew niektórym opiniom nie jest wcale taka prosta, rozmawiałem z Viscontim który wraz z reprezentacją Włoch był tam na rekonesansie. Faktycznie początek jest płaski, ale później mamy dość ciężkie rundy, jest miejsce gdzie będzie chwila na oddech ale wiadomo to MŚ których trasę można by chyba przyrównać do tej z Madrytu. [schowaj]
Komentarze:
szkoda nie dojechania do mety na Varesine napisano 17.08.2010, przez sebek
Dobra robota, Bartek, podczas Tre Valli Varesine! Aktywna jazda na rundach, jestem ciekaw Twoich wrażeń w nastepnym wpisie :) Nie udało się spotkać, bo na mecie nigdy chyba nie jest łatwo, bo pewnie pędzicie od razy wskoczyć pod prysznic, łatwiej byłoby na starcie. Super atmosfera na rundach, ładna pogoda, wymagająca trasa. Fajnie to widzieć na żywo! Pozdrawiam i życzę dobrej jazdy jutro i pojutrze. Bedę kibicował przed TV. napisano 17.08.2010, przez Sewi
Bartek, Ja znam ta trase bardzo dobrze, scigalem sie tam wiele razt jako weteran i tak jak ten wloch mowi start plaski z Melbourne ale na rundach w Geelong jest gora dol i po kilku okrazeniach zaczna sie to odczouwac w nogach. Do zobaczenai w Australi napisano 16.08.2010, przez Janusz
Dzis przejechalem sobie trase wysciugu we wtorek od Cittiglio przez Brinzio do Varese az do mety. Trasa oznakowana bialymi tablicami z czerwonymi strzalkami. Pod Brinzio jest 3-4km lekkiego podjazu potem zjazd do Varese, a tam bardzo kręta runda, szybkie zjazdy i przed metka lekka gorka. Bede jednak kibicowal na rundach w Varese w stroju Androtti Giocatoli ;) Do zobaczenia we wtorek. Trzymam za Ciebie Bartek!! napisano 15.08.2010, przez Sewi