O godzinie 12.10 wyruszyliśmy dzisiaj z Turynu do 11 etapu, trasa teoretycznie płaska przy bocznym wietrze i kolejny dzień grzeje. Etap o długości 214 km ale od początku nie było za wiele spokoju, bardzo szybkie tempo, średnia przez pierwsze godziny porównywalna do wczorajszej czyli ponad 50 km/h, dużo kolarzy ma spore straty w klasyfikacji generalnej i wielu upatruje swojej szansy właśnie w odjeździe. Teoretycznie dzisiaj nic nie powinno odjechać, ale wiadomo jak jest, to jest sport a sport jest nieprzewidywalny. Po setkach skoków, ataków i prób odjazdu wreszcie jakaś znacząca ucieczka czterech kolarzy z naszym Grabovskym, niestety ten układ nie pasował ekipie Quick Step i Katusha i po kilkudziesięciu kilometrach zostali oni dogonieni, następnie w samotną podróż wybrał się kolarz Xacobeo więc już było wiadomo, że cały peleton dojedzie do ostatniej górki. Tempo końcowych kilometrów było również bardzo szybkie, spodziewałem się że na 11 etapie b... [
rozwiń]
O godzinie 12.10 wyruszyliśmy dzisiaj z Turynu do 11 etapu, trasa teoretycznie płaska przy bocznym wietrze i kolejny dzień grzeje. Etap o długości 214 km ale od początku nie było za wiele spokoju, bardzo szybkie tempo, średnia przez pierwsze godziny porównywalna do wczorajszej czyli ponad 50 km/h, dużo kolarzy ma spore straty w klasyfikacji generalnej i wielu upatruje swojej szansy właśnie w odjeździe. Teoretycznie dzisiaj nic nie powinno odjechać, ale wiadomo jak jest, to jest sport a sport jest nieprzewidywalny. Po setkach skoków, ataków i prób odjazdu wreszcie jakaś znacząca ucieczka czterech kolarzy z naszym Grabovskym, niestety ten układ nie pasował ekipie Quick Step i Katusha i po kilkudziesięciu kilometrach zostali oni dogonieni, następnie w samotną podróż wybrał się kolarz Xacobeo więc już było wiadomo, że cały peleton dojedzie do ostatniej górki. Tempo końcowych kilometrów było również bardzo szybkie, spodziewałem się że na 11 etapie będzie ciut wolniej a tu nikt nie zwalnia ;)
Z rzeczy ciekawszych dodać jeszcze można, że dzisiaj wypiliśmy na etapie wszystko co było w samochodzie 56 bidonów + cały zapas coli i fanty, masakra po prostu, nie wiadomo co robić z wodą, czy wylewać na siebie czy pić cieplą ? nie jest to Malezja ale przyznać trzeba, że pogoda dopisuje. Jeśli miałbym wybierać deszcz czy temperatury w okolicy 30st oczywiście wolę słońce i trzy dyszki na termometrze.
Jutro czasówka, jeszcze takiej nie jechałem, nie dość, że 60 km to jeszcze po drodze dwa podjazdy: pierwszy o długości 15,8 km przy średnim nachyleniu 3,7% i max 8%, drugi podjazd o długości 8,8 km przy średnim nachyleniu 6,1% i max 10%. Jak jest podjazd to musi być zjazd, jutro mamy dwa bardzo kręte, wąskie więc niebezpieczne zjazdy. O tyle o ile Ci co walczą o generalkę pod górę będą jechać z podobną prędkością o tyle z góry różnice będą spore. Więc losy koszulki lidera w jego zjazdowych umiejętnościach które są spore, wiec po czasówce może być niespodzianka jak lider się nie zmieni.
Ja sam nie wiem jak mam jutro jechać, czy asekuracyjnie myśląc o następnych etapach, choć na następny dzień stosunkowo płasko więc jak by co można złapać oddech, czy va-bank z myślą może o pierwszej 20? Wszystko będzie uzależnione pewnie od tego jak będę się czuł na rozgrzewce. Czas pokaże w każdym bądź razie. [
schowaj]
Komentarze:
nie ma jeszcze komentarzy do tej wiadomości
[
schowaj]